Otworzyłem oczy. Pierwszym co zobaczyłem był sufit zbudowany z jasnych solidnie przymocowanych desek. Co to za miejsce? To już jest te.. Diones?
- Dzieńdobry~ - centralnie po mojej prawej odezwał się głos. Odskoczyłem i z zaskoczeniem stwierdziłem, że u boku mojego łóżka siedzi Piar.
- D-Dzieńdobry? - nie kryłem zdziwienia. Był tak samo piękny jak wtedy, gdy go pierwszy raz zobaczyłem. Rozejrzałem się po pokoju. Był urządzony po swojsku jak i pewnie reszta domu. Na szafce nocnej, obok mojego łóżka stały kwiaty. Obok szafki stała duża szafa z wyrzeźbionymi pięknymi wzorami. Spojrzałem na złotowłosego, który nie spuszczał ze mnie wzroku, co było dość krępujące. - to twój dom..?
- Tak. Narazie zostaniesz tutaj, dopóki mieszkańcy nie wybudują ci domu.
- Domu? Dla mnie? Ale to chyba muszę zapłacić..
- Tutaj nie musisz się martwić o nic.. - zanim się obejrzałem pochylił się nade mną i pocałował moje czoło. Jego niesamowity zapach owiał moje ciało, a oczy, w których niemal przelewało sie złoto sprawiły, że niemal w nich zatonąłem. Poczułem, że się czerwienię, więc momentalnie spuściłem wzrok. Ej, zaraz.. Gdzie się podziały moje ubrania? I czemu zamiast nich mam na sobie białą koszulkę?
- Cz-czy ty..
- Hm..? Tak, przebrałem cię. Tamte ubrania były już brudne. - powiedział i potem pochylając się dodał - jest taki malutki.. - uśmiechął się złośliwie doprowadzając mnie do wypieków na twarzy i wyszedł z pokoju mówiąc, że idzie zrobić coś do jedzenia. Ja zostałem sam w pokoju. Naciągając koszulkę prawie do kolan podszedłem do szafy i otworzyłem ją. W środku znalazłem spodnie. Całe szczęście. Były trochę przyduże ale wsunąłem w nie koszulę, więc było w sam raz. Podszedłem do okna i rozsunąłem zasłony. Oślepił mnie blask słońca więc przymknąłem oczy. Zobaczyłem pola i wzgórza i domki w oddali, czyli to czego się spodziewałem widząc wystrój tego domu. Trawa pokryta rosą jeszcze lśniła w porannym słońcu. W oddali na polach dostrzegłem pracujących ludzi. Pochyleni zbierali plony, które przy tak pięknej porze obficie dojrzały na polach. Zaciągnąłem się ciepłym powietrzem z podwórka. Jak to możliwe, że przeniosłem się do tak pięknego miejsca..? I ten cały Piar.. Nie pozwoliłem aby mnie przebierał.. Ale w sumie nie miał wyboru. Nic nie pamiętam z naszej wędrówki, więc pewnie zasnąłem.
Odsunąłem się od okna i podążyłem korytarzem, w którym zniknął Piar. Usłyszałem nucenie dobiegające z końca korytarza. Gdy tam dotarłem, zobaczyłem, że mieści się tam średniej wielkości kuchnia. Piar stał przy kamiennym, oszlifowanym blacie kuchni i mieszał coś w misce. Szafki w kuchni, były zmontowane z ociosanego i wyrzeźbionego drewna. Coś na kształt szafy w pokoju. W kuchni mieścił się też stolik z taboretami w sam raz dla dwóch osób. Mimo, że nie wiem co zamierza ugotować Piar, to mój brzuch dał o sobie znać intensywnym burknięciem.
- Oho, nasz śpioszek jest głodny - już stał przodem do mnie mieszając w misce. Przysięgam, na chwilę tylko spuściłem go z oka a on już zdążył się odwrócić.. Onieśmiela mnie.
- Tak.. Nawet bardzo.. Co robisz?
- Naleśniki. Lubisz?
- Bardzo. Najlepsze z konfiturą..
- Mam pyszną konfiturę z owoców z sadu. Na pewno ci posmakuje.
- Zauważyłem, że wszystko tu jest takie.. Naturalne. To miasto.. A raczej wieś.. Zawsze jest tu tak pięknie?
- Oczywiście, zawsze jest dobra pogoda co sprzyja plonom, dlatego nie brakuje nam jedzenia. Mamy go wręcz zbyt dużo. - uśmiechnął się ukazując swoje białe zęby. Nigdy nie spotkałem piękniejszej osoby jaką jest Piar. Miałem ochotę go przytulić. A najlepiej, aby on to zrobił.. Gdy na niego patrzyłem wciąż czułem na czole pocałunek, który mi podarował zaledwie kilka minut temu.
- Może w czymś pomóc..? - zaofiarowałem się.
- Nie, wszystko już jest gotowe. Pozostaje tylko usmażyć naleśniki. Usiądź do stołu - powiedział. Posłusznie usiadłem pzy stole. Rzeczywiście, stolik był już nakryty śliczną serwetką, porcelanowymi talerzami i miedzianymi sztućcami. Stała tam także miseczka z ciastkami zbożowymi. Podkradłem jedno i zjadłem by pokonać pierwszy głód. Były idealnie słodkie, z rodzynkami i jakimś jeszcze suszonym owocem, którego nie zdołałem zindentyfikować.
Nagle na moim talerzu wylądował naleśnik.
- Smacznego! - powiedział Piar i postawił na stoliku owocową konfiturę po czym zabrał się za pieczenie kolejnego naleśnika. Naleśnik był idealnie zarumieniony i pachniał świetnie. Nasmarowałem go konfiturą, chwyciłem za sztućce i już po chwili talerz był pusty. W chwili gdy przeżuwałem ostatni kęs, kolejny naleśnik wylądował na moim talerzu.
- Są pyszne. Nawet moja mama nie robi takich dob.. - załamał mi się głos. Zakłuło mnie w sercu. Spuściłem głowę. Łzy zaczęły cisnąć mi sie do oczu. Powoli zaczęły spływać po moich policzkach i lądować na naleśniku. Jakim prawem tak dobrze się bawię? Rodzice mnie wyrzucili z domu, pewnie wiecej ich już nie zobaczę.. Chcę do domu. Do rodziny, nie ważne, że najpewniej mnie nie wpuszczą do domu. Ja.. - w tej chwili poczułem jak czyjeś ręce przytulają mnie w pasie. Poczułem zapach Piara i jego włosy muskające mój policzek.
- Trzęsiesz się.. I płaczesz.. Co się stało..? - ciepły głos Piara zaświstał w moich uszach.
- Moi rodzice.. Ja.. Chce.. Do nich wrócić.. - głos jeszcze bardziej mi się łamał. Chwycił mnie za brodę i zmusił bym spojrzał mu w oczy.
- Oni cię wyrzucili z domu. Teraz tutaj jest twoje miejsce - opowiedział stanowczo. Odsunąłem się i wstałem.
- Nie, wcale cię nie prosiłem o pomoc. To ty się przyszwendałeś do mnie. Czego chcesz? Abym się tu beztrosko zabawiał? Podczas gdy rodzice się mogą o mnie martwić?
- Przecież nie wyrażałeś wtedy sprzeciwu, gdy zaproponowałem, że cię tu zabiorę. - jego głos nadal był spokojny i opanowany.
- Bo byłem pijany do jasnej cholery! - krzyknąłem. Skierowałem się w stronę drzwi, gdy nagle wziął mnie za rękę i oparł o ścianę.
- Tutaj będziesz szczęśliwy. Nikt tam na ciebie nie czeka..
- Owszem czeka! Czekają rodzice! - rozpaczliwie próbowałem się uwolnić z jego uścisku - ja.. Ja nie mam już nikogo oprócz ni..! - nie dokończyłem, bo właśnie w tym momencie usta Piara przywarły do moich. Trącił moją dolną wargę językiem. Zmiękły mi nogi. Miał takie miękkie i ciepłe usta.. Łzy spłynęły po policzkach i zakończyły swój bieg w kąciku moich ust. Trząsłem się i z płaczu i z przyjemności jaka płynęła z pocałunku. Nie chciałem przerywać, jednak Piar w odsunął się ode mnie i z kojącym uśmiechem na ustach położył ciepłą dłoń na moim policzku. - Może się przejdziemy? Jestem pewien, że zmienisz zdanie.
* * * *
Oto pierwszy rozdzialik ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz