Jeszcze niedawno - nikt nie wiedział o moich sekretach. Osoba którą obdarzałem bezgranicznym zaufaniem okazała się zdrajcą. Teraz - siedzę na ławce i trzymam na w pół pustą butelkę po piwie. Teraz jestem nikim, tą osobą wtapiającą się w tło. A najlepiej częścią chodnika. Wszyscy po mnie chodzą i nie przejmują się moim istnieniem. Teraz siedzę na wilgotnej od rosy ławce i nie mam dokąd pójść. Zaczynam marznąć, na dworze jest przenikliwy chłód. Moje ciało nie nadąża nad regenerowaniem ciepła. Jest tak zimno.. Moje nogi już zdążyły zdrętwieć. Nie czułem ich. Moje oczy po chwili spostrzegły małą, pustą buteleczkę. Gdy się przyjrzałem lekko drgała, jakby coś niewidzialnego chciało się z niej wydostać. Wstałem z ławki i lekko się zataczając zbliżyłem się i podniosłem ją. W moich rękach zaczęła drgać gwałtowniej. Chwyciłem nakrętkę i niewiele myśląc odkręciłem ją. Usłyszałem głosy. Dobrze znane mi głosy.
- Ahaha! Pedał! Co z ciebie wyrośnie?! - piskliwy głos należał do jednej z koleżanek z klasy.
- Idź się miziać z owłosionymi starcami pedale! - ten głos zaś należał do jednego chłopaka.
- Co ty sobie myślisz? Twoje brudne stopy dłużej tutaj nie postoją! Gdzie podział się mój normalny syn!? - te zaś należały do moich rodziców. To było naprawde dziwne. To wyglądało jakby butelka nagrała wszystkie te głosy. Było ich coraz więcej. Zaczęła się z nich tworzyć jasna mgiełka, zwężała się i przybierała krztałt.. Człowieka? Niemały błysk oślepił mnie i opadłem.. Nie na ławkę, coś mnie złapało. Bałem się, jednak nie mogłem się powstrzymać od otworzenia oczu. Te "dłonie" należały do chłopaka. Był.. Piękny. Inaczej tego nie dało się określić. Wyglądem był starszy ode mnie. Ale najważniejsze było to, że był stworzony jakby ze światła i mgły. Miał ciepły uśmiech, którym obdarzył mnie, gdy otworzyłem oczy. Jego włosy wyglądały jak aksamitne złote nitki, a jego oczy były koloru miodu. Był jak zjawa. Tak, to słowo idealnie go określało. Zauważyłem, że cały się trząsłem - i z zimna i ze strachu.
- Kim jesteś..? - spytałem się a serce mi biło jak oszalałe.
- Och, wybacz mi moje zachowanie - po tych słowach puścił mnie a ja normalnie stanąłem na ziemi. Dopiero zauważyłem, że owa zjawa unosiła się jakieś 10 centymetrów nad ziemią - nazywam się Piar, jestem duchem wędrownym. Po całym świecie poszukuję osób, które zostały porzucone i nie mają gdzie się udać. Jesteś jedną z nich prawda..?
- Ale.. Ja.. Nie rozumiem. - och, więc to duch, nie zjawa.
- ... - po braku odpowiedzi od ducha, uznałem, że oczekuje mojej odpowiedzi na swoje pytanie.
- Tak.. Stałem się gównem w oczach innych i...
- O to mi chodziło! - duch klasnął w dłonie i potarł je. Po chwili najwyraźniej zauważył moje zmieszanie i się poprawił - och, wybacz moją nieelokwentność.. - ujął moją dłoń i kłaniając się pocałował jej wierzch. Jego dłonie były nienaturalnie ciepłe - chciałbym Cię serdecznie zaprosić do mojego miasta Diones. Miasta w którym nie będziesz obawiać się niczego, jest tam dozwolone wszystko, co nie jest tolerowane tutaj. Nie ma bólu, wojny i chorób.
- Ja.. Umarłem?
- Oczywiście, że nie. Diones nie jest niebem, nikt tam nie rządzi, co nie znaczy, że możemy robić co nam się rzewnie podoba. Strzeże nas Wielki Duch, gdy dopadają nas złe emocje, on przybywa i nam pomaga. A ja jestem jego pomocnikiem. To wielki zaszczyt..
- Ja.. Myślę, że nic nie rozumiem..
- Zrozumiesz, gdy zobaczysz. Chodź, na pewno się tam odnajdziesz.. - wyciągnął ku mnie rękę. Ja niepewnie ją ująłem. Nagle złapał mnie i wziął na ręce. Spanikowałem i uczepiłem się jego szyi. Był taki ciepły.
- Spokojnie. Nie puszczę cię. Zanim polecimy.. Masz lęk wysokości..?
- Polecimy? Jak?
- ...
- Tak.. Troche..
- A więc zamknij oczy i się rozluźnij. Zanim się obejrzysz już tam bedziemy. Postaram się nie lecieć za szybko. - posłuchałem go i pospiesznie zamknąłem oczy. Dopiero teraz, przytulony do Piara odczułem zmęczenie. Zaczął nucić. To była nieznana mi, ale piękna melodia. Jego przyjemne ciepło i miękki głos pieszczący moje uszy, zadziałał jak czerwona płachta na byka. Zanim zasnąłem, usłyszałem głos Piara - "Jesteś teraz jednym z nas".
* * * * *
No więc.. Oto prolog. Mam nadzieję że wam się spodoba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz